Zaloguj

Niedawno miałam okazję posiedzieć trochę nad zagadnieniem paneli fotowoltaicznych/słonecznych (w skrócie PV). W Polsce jest to temat raczej marginalizowany i znany jedynie wąskiej grupie zainteresowanych. Dlatego też spróbuję nieco przybliżyć tą tematykę.

Panele słoneczne są zaliczane do tzw. odnawialnych źródeł energii. Wykorzystują one energię słoneczną i przetwarzają na energię elektryczną. Co więcej, działają one niezależnie od sieci energetycznej, więc nie musimy inwestować w świeczki. Dodatkowo, w zależności od zastosowanego systemu, możemy sprzedawać nadwyżki wytworzonej energii do elektrociepłowni/elektrowni, którzy mają ustawowy obowiązek odkupienia od nas wyprodukowanej energii. Jest to szczególnie ważne w Polsce, gdzie większość energii dostarczana jest przez kilka wielkich elektrowni np. Bełchatów, Opole czy Połaniec. Mali, prywatni producenci energii, stosujący panele słoneczne, pomogliby odciążyć i tak pracujący już na granicy wytrzymałości system energetyczny, a przy tym także uniezależnić się. Ponadto według założeń unijnej dyrektywy z 23.01.2008 roku do końca 2020 roku 15% energii elektrycznej produkowanej w naszym kraju ma pochodzić ze źródeł odnawialnych [4]. Nie spełnienie wspomnianego wymogu będzie wiązało się z koniecznością wykupu tzw. “zielonych certyfikatów” od krajów, które mają nadwyżki w produkcji takiej energii, co wpłynie na wzrost cen [1].

Polska ma doskonałe warunki do rozwoju alternatywnych źródeł energii, co powinno zostać wykorzystane podczas planowania i wdrażania nowych projektów energetycznych. W przypadku instalacji solarnych (z zastosowaniem kolektorów słonecznych i ogniw fotowoltaicznych) wydajność systemu przekładająca się wprost na czas zwrotu z inwestycji jest bezpośrednio powiązana z ilością słońca w danym rejonie. Średnioroczna suma energii promieniowania słonecznego w Polsce waha się w granicach 950-1150 kWh/m2 (patrz mapka - Roczna suma napromieniowania na płaszczyznę nachyloną optymalnie[4])Natomiast średnioroczna liczba godzin nasłonecznionych wynosi 1600. Przy założeniu, iż w roku jest 8.736 godzin, systemy solarne są wydajne w 18-20% [3].

Roczna suma napromieniowania na płaszczyznę nachyloną optymalnie[4]

Warto także zaznaczyć, że w porównaniu do naszych zachodnich sąsiadów, gdzie stosowanie systemów fotowoltaicznych jest powszechne, w części regionów Polski występują lepsze warunki klimatyczne do ich powszechnego zastosowania. Jakkolwiek wartości maksymalnego usłonecznienia w Polsce i w Niemczech są porównywalne, to już różnica między minimalnymi wartościami wynosi około 200 kWh/m2/rok [2], czyli dużo.

Bez wątpienia największym problemem paneli PV, jest ich cena. Za zestaw panel + akumulator zapłacimy około 7 - 8 tys. złotych. Zależy od producenta i mocy paneli. Zakładając, że energię z paneli chcemy wykorzystać na bieżące potrzeby naszego gospodarstwa domowego, potrzebujemy zapewne ich kilka. Koszt inwestycji może wzrosnąć do kilkudziesięciu tysięcy złotych, co jest sumą astronomiczną dla statystycznego polskiego gospodarstwa domowego. Nie mieszkamy w Niemczech, więc rząd nam nie da dotacji. Niestety zostajemy pozostawieni samym sobie, ale pocieszające jest, że gdy zwrócą nam się koszty, zaczynamy sporo oszczędzać.

Warto więc zastanowić się nad szerszym stosowaniem paneli słonecznych, ale również innych technologii, które pozwoliłby na zmniejszenie zapotrzebowania na dostawy energii od wielkich krajowych dostawców, zwłaszcza, kiedy z roku na rok energia przez nich dostarczana drożeje, co w gruncie rzeczy przekłada się na szybszy zwrot wydatków poniesionych na założenie np. systemu paneli fotowoltaicznych.

Literatura:
1. http://www.egospodarka.pl/43260,Energia-wodna-spore-mozliwosci-w-Polsce,1,56,1.html
2. http://www.eupvplatform.org/about-pv-platform.html
3. www.fachowyelektryk.pl
4. http://pv.pl/zasoby-sloneczne-w-polsce

09
wrzesień

Ostatnimi czasy działa sporo. Znowu można by rzec i na szczęście. Zdjęć uzbierało się kilkaset. Szykuje się dłuższy wpis, więc proponuję zrób sobie herbatkę, usiądź wygodnie i zapraszam do lektury.

img_3591NIJMEGEN 25.07.2011
Spontaniczny wypad z Dorotą, Anią i Fabianem. Chyba największe holenderskie miasto w pobliżu, a na pewno najstarsze holenderskie  miasto, które niedawno obchodziło sobie 2000 urodziny. W zasadzie tylko w centrum miasta zachowały się najstarsze XVII wieczne zabudowania. Pozostałe są już zdecydowanie młodsze. W każdym razie jak na tak stare miasto, prawie tej historii nie widać. Jeden plac w centrum i tyle. Można zejść sobie na nadbrzeże i wypić kawę w jednej z restauracji. Atmosfera na prawdę fajna. Cisza i spokój. Dobre miejsce na po południowe wyjście ze znajomymi.

img_3646XANTEN 1.08.2011
Coby nie siedzieć trzy dni robiąc nic, postanowiliśmy trochę pozwiedzać okolicę i w tym celu wybraliśmy się do Xanten, gdzie można zobaczyć i pozwiedzać pozostałości po siedzibie rzymskiego legionu, jedynego w tej części Europy. Poza tym godne zwiedzenia jest także samo miasto. Wąskie uliczki, małe kafejki, niewielki plac w centrum miasta. I pyszne lody. A i do Legionu całkiem blisko. Skupię się jednak na opisie muzeum. Inne niż wszystkie. Ogromne powierzchniowo. Wejściówka chyba 9€ od osoby dorosłej. Wchodzi się na wielką łąkę, z usypanymi alejkami. Na wstępie wita nas rekonstruowane w oryginalnym rozmiarze Koloseum, dalej są mury z wieżami strażniczymi, tradycyjny dom, częściowo zrekonstruowana dawna świątynia. Podobno była ogromna i robiła wrażenie na wszystkich przyjezdnych. Dalej można się przespacerować do bramy głównej a na samym końcu łaźnie nad którymi postawiono budynek muzeum. Tutaj na parterze można zobaczyć to co zostało z fundamentów łaźni chodząc po podwieszonych chodnikach, a na wyższych piętrach typowe multimedialne muzeum z tym co udało się wykopać z ziemi. Miejsce godne polecenie, szczególnie dla zainteresowanych historią.

img_3728HAHN - TRABEN-TRARBACH I BERNKASTEL 16.08.2011
Wycieczkę zaczęliśmy mniej więcej z samego rana. Pociąg do Kolonii a tam autobus do Hahn, za który jakimś cudem udało mi się nie płacić (pracownicy Ryanaira mięli darmowe przejazdy). Kierowca coś tam po szprechał do mnie, ja oczywiście nic nie zrozumiałam i w końcu mnie wpuścił i pojechaliśmy do Hahn, w stronę Frankfurtu. Do samego Frankfurtu nie dojechaliśmy i w sumie była to dobra decyzja. Zatrzymaliśmy się u koleżanki Alicji, która zabrała nas na wycieczkę po okolicznych miasteczkach położonych nad środkowym odcinkiem rzeki Moselle. Powiem tak: ludzie narzekają, że dziura i że nie ma co robić, ale głupiś wy! Przepiękne miejsce, położone w górach Taurus (zbudowanych z łupka!!). Fantastyczna atmosfera i przepyszne soki z tutejszych winnic (wina nie spróbowałam, ale jeszcze będzie okazja). Zaczęliśmy od Traben-Trarbach. Dwu-miasto położone and samą rzeką, historyczna zabudowa, za materiał budowlany służy miejscowy łupek, wąskie uliczki, małe kafejki, ruiny zamku górujące nad doliną. Obrazek jak z bajki. Co tu dużo gadać, zakochałam się w tym miejscu. Następnie wybraliśmy się do Bernkastel, po drodze podziwiając winnice pnące się po szczytach, czasami z terasami bo stoki są tak strome. I w końcu cel naszej wyprawy. Niektóre budynki są tak stare, że aż krzywe od zewnątrz. Przepiękne miejsce. Prawie całe miasteczko z tradycyjną zabudową czyli belki+zaprawa.

img_3761LUKSEMBURG 17-18.08.2011
Dzień następny to wycieczka do jednego z najmniejszych państw w Europie. Sama podróż autobusem, to nie lada atrakcja: góry, autostrada tuż przy samej rzece, czy wielki most nad głęboką doliną, po którym biegnie droga. Luksemburg już nie sam w sobie nie mógł się poszczycić takimi deniwelacjami terenu, ale już wjazd do miasta był imponujący - dzielnica Expo oczywiście. Swoją drogą chyba rozpocznę wycieczkę szlakiem Expo… W każdym razie miasto dosyć spore, chociaż nie olbrzymie. Powiem tak: w trasie od stacji głównej do naszego hotelu, zobaczyliśmy już wszystko, co było warto zobaczyć. Wieczorem oczywiście trochę jeszcze połaziliśmy a w dniu następnym wybraliśmy się po prostu na zakupy. Podsumuję to tak: miasto jest przereklamowane, tak naprawdę nie ma tam nic co by zaparło dech. Ładnie, czysto, drogo, ładny park w dolince i stylowa aranżacja. Miejsce do spaceru, dobre na jeden, góra dwa dni. Chociaż po niecałej dobie już się nudziliśmy. Szału nie ma, ale warto zajrzeć.

LUZAK :]

LUZAK

TRÓJMIASTO 31.08-2.09.2011
Zbliżam się powoli do końca opowieści. Naszym ostatnim celem była Polska a dokładnie Trójmiasto. Wylecieliśmy sobie Wizzairem z Dortmund i po 1,5h byliśmy na miejscu. Odebrała nas rodzinka, zjedliśmy obiad a potem poszliśmy na zakupy do Galerii Przymorze, która wyrosła niespodziewanie pod naszym blokiem. Dzień drugi to morze! Z samego rana poszliśmy na plażę i brzegiem morza przespacerowaliśmy się aż do Sopotu. Pogoda była super, zero wiatru, nieco pochmurnie. Tak rano jedynie garstka ludzi i duuużo mew. Jeszcze nigdy nie widziałam tak spokojnego morza. Było trochę jak nad jeziorem. W Sopocie wyszło już słońce, przespacerowaliśmy się na stację i pojechaliśmy do Gdyni. Tutaj poszliśmy na Skwer Kościuszki, weszliśmy na statek piratów i popłynęliśmy na wycieczkę po porcie. Ciekawe doświadczenie, szkoda tylko, że tak zimno było. Powiem krótko: tak nas wywiało, że wróciliśmy do domu. Odpuściliśmy już sobie zwiedzanie Starego Miasta w Gdańsku. Mam nadzieję, że niedługo nadrobimy zaległości. Wieczorkiem była rodzinna kolacja a następnego dnia rano powrót do Niemiec. Szkoda, że tak krótko. Ale mimo to cieszę się, że przyjechaliśmy. Generalnie to podróż miała być pierwotnie nieco dłuższa z zahaczeniem o Lublin i ślub Beaty, ale cóż oczywiście nie dostałam urlopu.

Chciałabym to zamieścić oficjalne przeprosiny, że się nie pojawiłam na Twoim ślubie Beatko. Wybacz. Życzę Wam Wszystkiego Najlepszego i tylko Ścieżek “z górki” w Waszym nowym Życiu.

Tymczasem pod koniec miesiąca Portugalia. Urlop zamierzam spędzić na plaży, chociaż być może dołączy do mnie Dorota z Pawłem, więc trzeba będzie zwiedzać. W każdym razie teraz muszę się skupić na pracy i sprzątaniu w moim nowym pokoiku, bo z poprzedniego miejsca kazano mi się wyprowadzić. Ale nie żałuję, bo wygląda na to, że będzie mi tu dużo wygodniej.

PS. Wczoraj (08.09.2011) przeżyłam moje pierwsze trzęsienie ziemi. Najpierw ogromny huk a potem mój pokój się zahuśtał. 2-3 sekundy i po sprawie. Z początku myślałam, że może mam coś z głową, ale jednak pisali o tym w wiadomościach. Dziwne uczucie, jak ściany wyglądają jak z papieru…