Wrz 12

Wielkie włochate krowy i kasyno na Dworcowej

imgp2713

Biorę się za pisanie póki mam jeszcze wszystko na świeżo w głowie. Trochę się działo, ale przede wszystkim odwiedziła mnie siostra. Jakoś przeżyła jej pierwszy lot samolotem, nawet jej się spodobało. Z racji jej przyjazdu, trzeba było pomyśleć, co by jej pokazać w okolicy. Także pierwszy dzień przeleżałyśmy w domu bo ja byłam na stendbaju (HSBY). Po południu wyszłyśmy trochę połazić po ‚małym Watykanie’, a już następnego dnia zwiedzałyśmy Kolonię i Dusseldorf. Jako, że było niedziela, to oczywiście wszystko było pozamykane, ale za to były tłumy turystów. Kolońska katedra oczywiście zrobiła wrażenie, a w Dusseldorfie trafiłyśmy na jakiś kiermasz książki. Tłum ludzi, gorąco i generalnie zaraz stamtąd uciekałyśmy. W sumie najfajniejsza była podróż pociągiem. Szybko i sprawnie a poza tym siostra zobaczyła te ‚wielkie włochate krowy’ i już miała zajęcie – co to jest?

przedgórze Harz
przedgórze Harz

Za to następnego dnia postanowiłam zobaczyć coś więcej niż tylko wielkie miasta Nadrenii. Sama podróż trwała zdecydowanie dłużej niż dnia poprzedniego, ale podczas poprzednich wyjazdów do Bonn zafascynowały mnie góry po drugiej stronie Renu. Tam też pojechałyśmy, do miejscowości Bad Honnef. Dla samych widoków warto było tłuc się taki kawał.  Nawet ciężko uwierzyć, że jest to przedgórze, a na mapach nawet nie jest zaznaczone. Wysokie i strome góry, gdzie jakiekolwiek rolnictwo istnieje tylko na piargach (stożki nasypowe, powstałe z okruchów skalnych, będących efektem niszczenia wyższych partii gór). Po samych górach nie chodziłyśmy, bo właśnie ze względu na stromość, popołudniowy spacer nie wchodził w grę. Tutaj to raczej należałoby się od samego początku nastawić na wspinaczkę wysokogórską . Za to pochodziłyśmy sobie trochę po Bad Honnef. Powiem tak: kwintesencja Niemiec.

Bad Honnef
Bad Honnef

Małe miasteczko z tradycyjną zabudową, spokojne, ale i nowoczesne zarazem. Każdy znajdzie coś dla siebie. I żadnych ceglanych budynków, wszystko pedantycznie otynkowane. Perełka. Przy okazji uwagę mojej siostry zwróciła reklama kasyna na Bahnhofstraße, czyli mówiąc po Polsku, na Dworcowej. Pozwiedzałyśmy miasteczko, zgubiłyśmy się i pojechałyśmy kolejką podmiejską do Bonn. Tam połaziłyśmy trochę po Starym Mieście, pokazałam jej dom Beethovena, wydałyśmy trochę kasy na ubrania i wróciłyśmy do domu.

Największą bolączką całego tygodnia było to, że musiałam pracować. Wyjątkowo dużo pracować. Jak normalnie siedzę w domu i nie mam co z sobą zrobić, to akurat ten tydzień był jednym wielkim zaprzeczeniem tygodnia standardowego. Pracowałam od rana do wieczora, a dzięki kolejnemu strajkowi ukochanych Francuzów, na lotnisku był jeden wielki bałagan i ściągnęli mnie na robienie kolejnego molocha. Tak więc przez pozostałe dni pobytu mojej siostry widziałyśmy się przez kilka godzin wieczorem bo już około 22 musiałam iść spać, bo następnego dnia z samego rana (3-4 rano) pobudka i do roboty.

Bad Honnef
Bad Honnef

Ale siostra gotowała mi pyszne obiadki i nawet upiekłam ciasto pod jej okiem. Jestem z siebie dumna, bo nawet jest zjadliwe i nikt się nie zatruł. Ostatniego dnia spotkałyśmy się na lotnisku, zjadłyśmy obiad, pogadałyśmy trochę i poleciała do Wrocławia. A ja jak na złość wczoraj miałam lekki, krótki lot a dzisiaj siedzę na HSBY. Życie jest naprawdę ironiczne. Wracam do standardów, nudzę się.

Bezsprzecznie jedną z największych porażek tego tygodnia było zrobione przeze mnie pranie. Jako, że byłam tak zmęczona, że analizowanie pewnych czynników w ogóle nie wchodziło w grę, a działałam na zasadzie automatu, postanowiłam uprać moją nową czarną bluzkę wraz z innymi ciemnymi rzeczami i żakietem mojej siostry.

Bad Honnef
Bad Honnef

I co się okazało? Wszystko co miało jakiś jasny odcień jest w tej chwili koloru dżinsowego. Całe szczęście Dorota przyjęła to z uśmiechem i nawet zaakceptowała nowy kolor swojego żakietu. Zdecydowanie w najgorszym stanie jest mój żółty sweter, którego kolor jest mi ciężko zdefiniować.

Myślę, że za chwilę mogę już odhaczyć jeden z punktów mojego weekendowego planu. Robię póki mi się chce, bo pewnie zaraz stwierdzę, że jestem zmęczona i wezmę się za oglądanie jakiegoś filmu i w ten sposób nie zrobię nic. Najważniejsze, że w końcu coś tu naskrobałam i to wcześniej niż po upływie kolejnych dwóch miesięcy.

14 Komentarzy

Skip to comment form

  1. heheh dzięki. tytuł symbolizuje najważniejsze rzeczy, jakie moja siostra zapamiętała z wycieczki 😛

    • Black_Betty on 17/09/2010 at 11:41

    Odbiegając od dyskusji – ciekawy tytuł 🙂

  2. Sam zwiedzi Europę, albo i jeszcze więcej i łaskawie raz w roku na wakacje rzucisz jakimś ochłapem na pocieszenie…nice :]

    • Ender on 14/09/2010 at 09:09

    Spoko loko, zarobię, wezmę wolne i gdzieś ją zabiorę, na Karaiby, Majorkę albo coś w tym stylu ;P

  3. And that’s the point: w tym projekcie! Tylko Efka stratna na tym interesie, bo Ty się szlajasz po Europie a ona siedzi w domu 😛

    • Ender on 13/09/2010 at 23:05

    W tym projekcie, to już niestety koniec ;P

  4. Atam jednorazowy. Jak znam Ciebie, to to dopiero początek 🙂

    • Ender on 13/09/2010 at 15:27

    Generalnie tak, chociaż niestety nie leżę brzuchem do góry i to raczej był jednorazowy wypad ;P

  5. Hah też nieźle pozwiedzałeś. Gratuluję. Super sprawa. Zwiedzasz świat i jeszcze ci za to płacą 😀

    • Ender on 13/09/2010 at 12:46

    No no, ładnie pozwiedzane. Ja jakimś cudem znalazłem chwilę, żeby wyjść z roboty i rozejrzeć się w końcu po Helsinkach ;]

  6. to był cios poniżej pasa …

    • Dorotka on 12/09/2010 at 18:44

    każdy robił to co lubił, a czekaj, nie! Przecież Ty pracowalaś 😀

  7. po prostu dobre światło było tego dnia 😛
    Cieszę się, że Ci się podobało, zwłaszcza, że większość czasu siedziałaś przy garach:P

    • Dorotka on 12/09/2010 at 17:46

    Szczera prawda, wycieczkę po Nadrenii można z całą pewnością zaliczyć do udanych. Swoją drogą, bardzo dobre i trafne zdjęcia, musiał je robić jakiś wybitny fotograf – amator 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.