I znowu miałam urlop :)

img_3269

Tekst powstaje w samolocie, kiedy wracam z urlopu. Po powrocie do domu wrzucę go tylko na stronę, bo na tygodniu raczej nie będę miała nie tyle czasu, co siły, żeby coś tworzyć. Firma, jak zwykle zresztą, robi wszystko, żebym jak najszybciej zapomniała o tym, że kiedykolwiek byłam na urlopie. Ale nie ma tego złego, mam długie loty, co pozytywnie wpłynie na moją pensję.Tak więc zabijając czas, przystępuję co napisania krótkiego sprawozdania z mojego urlopu.

img_3228

My

Po przesiedzeniu ponad dwóch tygodni niemal siedząc w domu i czekając, czy może zadzwonią po mnie z pracy, miałam problem z usiedzeniem w trakcie ledwie trzygodzinnego lotu do Lizbony. Nosiło mnie, jak nigdy, a nawet za bardzo nie miałam jak się ruszyć z mojego miejsca. Po wylądowaniu, nadszedł czas na aklimatyzację. Wiadomo nieco cieplej niż w Niemczech, do tego deniwelacje terenu jakieś 30 razy większe niż w Nadrenii, musiałam odchorować. Dwa dni przeleżałam z nogami na ścianie, ale potem już jakoś się rozruszałam. Niestety z planów plażowych nic nie wyszło, ale za to poszliśmy do kina, na bardzo ciekawy film, którego polskiego tytułu absolutnie nie znam, ale zamieszczę na dniach recenzję. Poza tym stwierdziłam, że w Lizbonie widziałam już wszystko, albo jest zdecydowanie za drogo. Także tym sposobem wraz z Mańkiem spędziliśmy jeden dzień bezwiednie włócząc się po mieście bez jakiegokolwiek pomysłu, na urozmaicenie dnia.

Najgłębsza stacja metro w Europie - Baixa Chiado

Najgłębsza stacja metro w Europie - Baixa Chiado

Nie obyło się także bez kontuzji. Zaczęło się od gry z squasha. Niefortunnie odwróciłam się w momencie, kiedy moja siostra zaserwowała potężną piłkę, która miała pięknie trafić w róg boiska. Niestety trafiła, równie pięknie, w moje usta. Przez jakieś 20 minut miałam miejscowe znieczulenie na skutek uderzenia. Całe szczęście zęby całe, lekko rozwalona od wewnątrz warga, a od zewnątrz obie spuchnięte. Posiedziałam trochę z lodem na twarzy, po czym kontynuowałyśmy grę. Po jakiejś godzinie, spokojnie czułam już moje asymetrycznie lekko spuchnięte usta. Ale to nie koniec. Kilka dni później, chłopaki tradycyjnie grali w piłkę. Zastanawiałam się, czy im trochę poprzeszkadzać, ale ostatecznie stwierdziłam, że nie ma co dzieciom psuć zabawy. Niestety oni zaplanowali inaczej i nieplanowanie znalazłam się na boisku. Towarzyszyła mi druga dziewczyna – Chinka, której imienia niestety nie pamiętam. I tak więc w nieprzystosowanych butach i bez skarpetek, przeszkadzałam napastnikom (czytaj oczywiście grałam na obronie). Zabawę przypłaciłam megasiniakiem na piszczelu, bąblami na dużych palcach u nóg oraz wygiętym i krwawiącym paznokciem. W tym momencie zakończyłam swój udział w grze, bo już ni jak nie mogłam biegać. Mimo tych kontuzji, jestem zadowolona i już zapowiedziałam, że przy najbliższej okazji znowu zagram.

Pyszności

Pyszności

Bezwzględnym hitem tego urlopu okazała się INCA KOLA – napój koloru żółtego, w smaku przypominający nieco znaną nam oranżadę. Podobno to właśnie w Peru, na początku XX wieku,  wymyślono ten kolorowy napój naszego dzieciństwa. Co należy podkreślić, Inca Kola występuje tylko i wyłącznie w kolorze żółtym. Jakiś czas temu, Coca-Cola wykupiła peruwiańskiego producenta, jednakże nie zmieniła składu napoju, a w każdym razie go nie popsuła.

Poza tym raczej nic specjalnego się nie działo. Pod koniec mojego pobytu pogoda się popsuła, ale jeszcze bez tragedii. Najfajniejsza była całonocna burza. Dosłownie ściana wody przez całą noc. To było coś. Reasumując, wyjazd mogę zaliczyć do udanych. Mimo braku wizyty na plaży i tak się nieco opaliłam. I niestety czas wracać do szarej rzeczywistości i do roboty. Czeka mnie tydzień wyjęty z życiorysu – praca, jedzenie, spanie, praca. W przerwie się poświęcę i znajdę czas na kolejne mecze Realu z Barcą.

3 Komentarze

  1. Endrju, w tej chwili to ja tylko wstaję w środku nocy, idę do pracy, wracam, jem i idę spać, żeby za chwilę znowu wstać. Jeszcze mi się zrymowało 😛

    Michał, to było bardziej frustrujące, bo naprawdę chcieliśmy coś zrobić tego dnia, ale nie było co. A pogoda była zbyt ładna, żeby siedzieć w domu przed komputerem. To już lepiej jedźcie do Chełma w podziemia. Zawsze możesz obronić ją przed Bieluchem 😛

  2. Jakie to miłe musi być uczucie, włóczyć się z ukochanym(ą) po mieście bez celu w trakcie urlopu…matko i córko…chyba zaproszę Żonę na takie zjawisko nienaturalne w wakacje…no właśnie: na herbatę do Zamościa ;P

    • Ender on 21/04/2011 at 20:41

    Jeździsz, biegasz, grasz, latasz, oglądasz – a ja kursuję co najwyżej między pracą a domem ;P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.