Limitless czyli Jestem Bogiem

limitless-posterFilm, na który od miesięcy planowałam pójść. Trailer zdecydowanie zachęcający rozwiał jakiekolwiek wątpliwości co do chęci spędzenia dwóch godzin w kinie. I tak oto przy nadarzającej się okazji poszłam. W końcu, miesiące oczekiwania i…… No właśnie…

Poznajemy naszego bohatera, pisarza w zdecydowanym dołku twórczym. Żeby było bardziej dramatycznie, rzuca go dziewczyna i wtedy pojawia się dawny znajomy, który obdarowuje naszego bohatera magiczną pigułką, po której jego mózg zaczyna pracować ze 100% wydajnością. Od sceny do sceny i okazuje się, że tabletka działa tylko dobę, więc nasz bohater szybko się uzależnia. Postanawia szybko zrobić sporą ilość pieniędzy, więc wchodzi w kontakty z jakimś szkockim kryminalistą, który pożycza mu pieniądze. I tu film nie odróżnia się niczym od znanych nam dobrze filmów pseudo kryminalnych. Zaczyna się walka o magiczne pigułki, w grę wchodzą gangsterzy ale i elita finansowa z Wall Street. Film kończy się oczywiście happy endem. Mózg naszego bohatera okazuje się najbystrzejszy. Ostatnie sceny tylko psują całość. Chyba scenarzystów trochę poniosła fantazja bo jest to już tandeciarstwo totalne.

Powiem tak: film trzyma w napięciu, nie da się ukryć. Ale po obejrzeniu fantastycznego trailera, zderzenie z całością jest rozczarowujące. Przewidywalność wypadków i schematy przerabiane już tysiące razy działają jedynie na niekorzyść obrazu. Rzadko mi się zdarza, ale tym razem żałowałam, że dałam się skusić i poszłam na ten film. Nic nadzwyczajnego. Dobre, żeby odpocząć, ale bez rewelacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.