Transport w Peru

Temat rzeka, długi jak Amazonka i szeroki jak Wołga. Zacznę może od tego, że już pierwsza jazda samochodem z lotniska do domu, dała mi więcej adrenaliny niż nie jedne turbulencje. Totalny chaos, miliony samochodów i chaos.

Aż nie wiem, co najpierw opisać. Cóż, początkowo myślałam, że w Peru nie obowiązują żadne przepisy ruchu drogowego, jak się później okazało, jednak są, ale mało kto się do nich stosuje. Podręcznik kursanta na prawo jazdy jest cieńszy niż zeszyt 16 kartkowy, czytaj: jakaś godzina nauki… Są chętni na zdawanie egzaminu w Limie?

coś

coś

1. Linie pasów ruchu. To te białe linie na jezdni, które dzielą ja na równe kawałki. Linie mogą być przerywane i ciągłe, czasem jakiś artysta domaluje strzałki. Jest to jedynie ozdoba asfaltu. Jeździsz tam, gdzie masz miejsce, a jak oba pasy są tak samo zapchane, to jedziesz środkiem. Ostatecznie, zawsze możesz spróbować wyprzedzić korek, jadąc po przeciwnym pasie ruchu.

2. Sygnalizacja świetlna. To te kolorowe lampki przy ulicy. Dodają kolorów szarej rzeczywistości. A jako, że odstępu czasowego między czerwonym światłem na moim pasie, a zielonym dla nadjeżdżających z prawej lub z lewej strony prawie nie ma, to musisz liczyć się z tym, że jak wyjedziesz na skrzyżowanie na żółtym świetle, to możesz z tego skrzyżowania już nie wyjechać. Ewentualnie prostopadle do toru jazdy.

3. Ograniczenia prędkości. A co to jest? Ponoć jakieś znaki od czasu do czasu występują, ale kto by je tam czytał. Dla tych bardziej rozkojarzonych są nawet napisy na pasach ruchu ostrzegające o ograniczeniu prędkości, czy ostrym zakręcie. A oto mój ulubiony przykład z życia wzięty. Ograniczenie na autostradzie do 90 km/h, a nasz kierowca jechał tylko 190 km/h…spora tolerancja, prawda?

ciężarówka

ciężarówka

4. Progi zwalniające. To ten stromy wał, który wyrasta w poprzek drogi, nawet tej głównej. Nie da się go przejechać inaczej niż zwalniając niemal do zera. W innym wypadku możesz pożegnać się z podwoziem, nawet jeśli masz wysoki samochód. Chyba dlatego nie widziałam tutaj żadnego auta francuskiej produkcji…

5. Pojazdy. Cokolwiek co ma przynajmniej jedno koło. Zasada jest taka: sam go pcham, ale mam. Dziwne rzeczy można spotkać na drodze. Trójkołówki, wysłużone do granic możliwości cienko-cienko, autobusy komunikacji miejskiej, które rdza przeżarła na wylot, kilka rowerów i stare ciężarówki, jakby jeszcze radzieckiej produkcji. Z drugiej strony biją w oczy nowiutkie autobusy i terenówki. Dominuje Toyota i amerykańskie paliwożerne smoki.

6. Konserwacja pojazdów. Polega na wymianie zużytej części, na tę mniej zużytą. Poza tym wszechobecne klepanie pojazdów, co z resztą widać na sporej części z nich. Pełen recycling.

znaki drogowe

znaki drogowe

7. Taksówki. Stanowią przekrój przez wszystko, co ma silnik. Od trójkołówek, przez totalne starocia, po nowsze i lepiej zadbane. Taksówkę zatrzymuje się na ulicy (są wszędzie) i targuje cenę. Im lepszy samochód, tym opłata może być wyższa, co wydaje się logiczne. Jeśli nie możesz dojść do porozumienia, podziękuj i zatrzymaj koleją taksówkę, która na pewno już na Ciebie czeka. Generalnie nie jest drogo, ale uważaj co mówisz, nie wyglądaj zbyt bogato i nie wyciągaj aparatu z plecaka.

8. Autobusy. Podobnie jak taksówki. Jedynie cena biletu jest z góry ustalona. I mamy jeszcze pana „pomocnika kierowcy”, który nagania ludzi do pojazdu i pobiera opłatę za bilet. I jeszcze trzeba go powiadomić, na jakim przystanku wysiadamy. Jeśli zapomnisz, nie przejmuj się, autobus na pewno zatrzyma się na skrzyżowaniu obok, żeby pozbierać przechodniów.

9. Policja. Ten pan w mundurze, któremu dajesz łapówkę. Brzmi znajomo? Najbardziej podobało mi się, kiedy zablokowali odcinek autostrady tuż przed Limą i puścili ruch uliczką obok, coby wyłapać ciężarówki. Ot, innowacyjne rozwiązanie.

komunikacja miejska

komunikacja miejska

10. Paliwo. Jest drogie. To nie Wenezuela, gdzie 1 litr paliwa jest tańszy od 1 litra wody butelkowanej. Najprawdziwsza prawda! Wiadomość z pierwszej ręki, od kolegi tejże narodowości.

11. Drogi. O dziwo są dobrej jakości. Nie jest idealnie, ale narzekać nie można. Do tego Lima jest w ciągłym remoncie, więc będzie jeszcze lepiej! I są ścieżki rowerowe, wzdłuż najnowszych dróg! Jedynie rowerzystów jak na lekarstwo. A że są pełne śmieci i psich odchodów to inna inszość. Ale to w Stolycy. Poza nią Panamericana co zaakceptowania. Ale są też i takie drogi w górach, którymi lepiej nie jeździć, bo można spaść z bardzo wysoka. Na żywo nie widziałam. Miałam jedynie przedsmak przy okazji wjeżdżania na punkt widokowy w Limie. Straszno!

Są chętni na przejażdżkę? Adrenalina gwarantowana. Po powrocie, zajęło mi kilka dni zanim znowu zaczęłam prowadzić w kulturalnym europejskim stylu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.