Mar 27

Z wizytą u dzieci z Bullerbyn

Slussen

Slussen

W końcu udało się gdzieś wyrwać na zwiedzanie. Miało być południe Europy i co jest logicznym tego następstwem, ostatecznie padło na Sztokholm. Decyzja zapadła, szybko kupiłam bilety, żeby nie było już odwrotu. Problem był z zarezerwowaniem hotelu. Tzn, raczej ze znalezieniem pokoju z własną łazienką za rozsądną cenę. Niestety, jest bardzo dużo ofert hosteli i bardzo ciężko znaleźć coś innego, w rozsądnej cenie. Ostatecznie po kilku podejściach i ciągle rosnącym cenom, wybraliśmy hotel, który spełniał nasze oczekiwania. Na miejscu okazało się w ogóle, że hotel jest prowadzony przez siostry zakonne z Ersta Diakoni, ale nikt nas nie pytał o stan cywilny. Koniec końców, hotel może nie zachęcał nowoczesnym wyposażeniem czy designem, ale za to był zdecydowanie najczystszym, w jakim do tej pory spałam (przynajmniej w Europie).

Panorama

Panorama

Dzień 1
Ostatnie przygotowania do podróży, pakowanie i jedziemy na lotnisko. Oczywiście Ryanair. Nie żeby jakiś zaraz specjalny sentyment, ale jakby nie było najlepsza cena. Niecałe dwie godziny lotu, więc można przecierpieć. Lot był godzinę opóźniony, a na pokładzie okazało się, że nie przyjmują gotówki, tylko karty kredytowe, więc siedzieliśmy głodni. Na co warto zwrócić uwagę, w momencie kiedy wyjeżdżaliśmy była paskudna pogoda, wiało przestrasznie i generalnie pogoda była mało ciekawa. Kiedy przylecieliśmy do Szwecji okazało się, że świeci piękne słońce, temperatura na lekkim mroziku, zero wiatru i w ogóle fajnie i cieplej niż w Niemczech. Dlatego drogie dzieci, jak mówią wam w szkole, że zima w klimacie kontynentalnym morskim jest ciepła, to kłamią! Zdecydowanie lepsze jest suche -10 niż wilgotne 0 stopni.
Z lotniska mięliśmy bezpośrednie połączenie do Sztokholmu. Busem. Za dwie osoby w te i na zad, zapłaciliśmy 520 koron (SEK), czyli około 50 euro, co wydaje się bardzo przystępną ceną. Podróż trwa niecałe dwie godziny. Trzymam się wersji, że się teleportowaliśmy, bo co patrzyłam na zegarek, to było dużo później, a w ogóle nie czułam mijającego czasu. Droga jest fantastyczna, można podziwiać szwedzką wieś, czyli z rzadka rozsiane przysiółki. Oczywiście wszystkie budynki czerwone. Ciekawie i pozytywnie kontrastują z bielą zalegającego śniegu. Wracając do Sztokholmu, od od samego wjechania do miasta naszą reakcją było WOW. Naprawdę rewelacyjne widoki, miasto rozsiane jest po wysepkach archipelagu sztokholmskiego. Dworzec autobusowy przypomina terminal lotniska, z zewnątrz nawet nie wpuszczą Cię do autobusu. Żeby zaoszczędzić, postanowiliśmy dotrzeć do hotelu na piechotę. Wyszło jakieś 5 km, do przejścia. Po drodze zahaczyliśmy o Stare Miasto i MacŚmiecia. Generalnie centrum miasta nawet w nocy było całkiem spokojne, nikt nas nie zaczepiał, a ludzie okazali się niesamowicie przyjaźni.

img_5847Dzień 2
Ciężko było rano się zwlec, ale jakoś dało radę. Śniadanko było wliczone w cenę, więc najedliśmy się w hotelu i potem poszliśmy na zwiedzanie. Oczywiście piechotką parę kilometrów co centrum, gdzie złapaliśmy turystyczny autobus. Wiem, wiem takie to proste. Ale z drugiej strony pomysł sprawdził się w Porto, a poza tym Sztokholm jest tak duży, że ciężko byłoby wszystko zobaczyć w jeden dzień samemu. Bilety kosztowały 520 SEK za dwie osoby. Zrobiliśmy więc od razu całe dwie wycieczki, które oferował przewoźnik. Zorientowaliśmy się co jest gdzie i czy warto tam iść. Chciałam odwiedzić Skansen (ten pierwszy oryginalny), ale było jednak za zimno na szwendanie się przez parę godzin po dworze. Tym sposobem skończyło się na włóczeniu się po Starym Mieście. Powiem tak: z zewnątrz miasto wygląda super. Widać, że Szwedzi potrzebują kolorów, bo budynki są pomalowane na ciepłe odcienie żółtego, pomarańczowego, czasami czerwonego koloru. Z wewnątrz całość nie jest już taka imponująca. Tzn, ciągle jest ładnie, zadbanie i czysto, ale z drugiej strony architektura niczym specjalnie nie zaskakuje. Największym rozczarowaniem był Pałac Królewski. Jak dla mnie CTRL+C, CTRL+V pałacu z Madrytu. Poza tym w centrum aż roi się od pomników wielkich królów szwedzkich, m.in. Gustava II, który to zafundował nam Potop, ale z punktu widzenia Szweda był wielkim władcą, który zasłynął swoimi bataliami. W każdym bądź razie późnym popołudniem wróciliśmy do hotelu. Byłam już znudzona chodzeniem w kółko i oglądaniem ciągle tych samych rzeczy. Ano jeszcze ciekawostka, nagrody Nobla rozdawane są w miejscowym ratuszu, który to oczywiście odwiedziłam z zewnątrz. Może jeszcze kiedyś wpadnę tam odebrać swoją nagrodę:P

Muzeum Narodowe

Muzeum Narodowe

Dzień 3
Po całym poprzednim dniu spędzonym na świeżym powietrzu, dosłownie nas ścięło z nóg. A tu trzeba było wstawać jeszcze wcześniej, bo śniadanie było serwowane tylko do 8. Potem znowu pakowanie, i z buta do centrum, tym razem na jakieś zakupy. Jak się okazało płonne były nasze nadzieje, coby przywieźć sobie coś szwedzkiej marki. Trzeba było iść do Ikei. A swoją drogą, Szwedzi chyba są bardzo przywiązani do rodzimych marek, bo na przedmieściach raczej nie uświadczysz marketów z obcym kapitałem. I chwali im się to. Tak więc po 15.30 znowu teleportowaliśmy się do lotniska Skavsta. Ano sorki nie wspomniałam, że lotnisko to obsługuje tanie linie i leży jakieś 100 km od stolicy kraju. Główne lotnisko, Arlanda, również ma super połączenie z miastem i położone jest 40 km od centrum. Także co kto woli.

The Old Town
The Old Town

W każdym bądź razie podsumuję, że jak się ma ograniczony budżet i nie planuje zwiedzać muzeów itp., to jeden dzień w zupełności wystarczy na zwiedzenie Sztokholmu. Podsumujmy koszty:
– hotel (pokój z łazienką) – około 170 euro – 1400 SEK (dokładnie jeszcze nie wiem, zobaczę jak mi bank zaksięguje…)
– bilety lotnicze Ryanairem – około 150 euro za dwie osoby w obie strony
– bilety autobusowe do miasta – 50 euro – 520 SEK za dwie osoby w obie strony
– bilety za zwiedzanie autokarem – 50 euro – 520 SEK
Plus jedzenie itp., zamknęliśmy się w mniej niż 500 euro za 3 dni dla dwóch osób. Zdaję sobie sprawę, że i tak wyszło sporo, ale można oczywiście znaleźć dużo tańszy hotel/hostel. Poza tym jedzenie okazało się nie takie drogie. Ceny mniej więcej jak w Belgii (w Niemczech jest nieco taniej). Jednak warto. Miasto i generalnie wszystko co widziałam również na peryferiach, robi wrażenie. Poza tym super pogoda. Więc, jeśli kogoś dopadła zimowa depresja związana z brakiem słońca, to zapraszam do Szwecji. Ja podładowałam akumulatorki i już planuję tam wrócić:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.