Wrz 03

Przekleństwo wiedzy

Tak się zastanawiam… Czy zbyt duża wiedza i świadomość następstw pewnych wydarzeń jest błogosławieństwem, czy też karą? Nie chcę tu plitykować, ale taki jaskrawy przykład mi się nasuwa. Sytuacja na Ukrainie. Z jednej strony wojna jest wciąż daleko od naszych granic, z drugiej zaś, to tak naprawdę rzut beretem. Podobną sytuację mieliśmy w Gruzji, ale wtedy wszyscy byli spokojni, bo to przecież aż na Kaukazie. I nagle za Bugiem mamy takie deja vu. Rodzą się pytania, skoro schemat się powtarza, to kto będzie następny? Gdzie znajduje się ta nieprzekraczalna dla Putina granica? Czy w ogóle taka istnieje?

I teraz wrócę to pytania z początku. Gdybym w przeszłości nie interesowała się polityką zagraniczną Rosji, gdybym nie obserwowała z zacięciem jej poczynań, nie posiadałabym podstaw do wyciągnięcia dzisiejszych wniosków. Ten nadmiar świadomości budzi we mnie niepokój. Z jednej strony żyjemy sobie zadowoleni w pięknym wolnym kraju, z drugiej zaś wypieramy sygnały, które mówią, że być może już niedługo… Bo one są w naszych głowach, pytanie tylko jak poważnie do nich podchodzimy.

Może lepiej było nie mieć tej przeklętej świadomości i żyć sobie w niewiedzy. Tacy ludzie wydają się najszczęśliwsi. I nie mówię tutaj o tej grupie, której nie obchodzi nic poza końcówką jej nosa, ale o takich zwykłych szarych postaciach, które żyją z dnia na dzień. Po co zamartwiać się (jeszcze) nie swoimi problemami. Po co zbytnio analizować i niepotrzebnie się stresować.

Konkluzja? Sama nie wiem… Tym razem pozostawię to nierozstrzygnięte.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.