«

»

Lis 14

A ja dzisiaj nie jestem Francuzką

Nie jestem i nie będę. Oczywiście współczuję poszkodowanym jednostkom. Mieli pecha, znaleźli się w nieodpowiednim miejscu w niedpowiednim czasie. Jednak wczorajsze wydarzenie, jako całość zupełnie mnie nie zaskoczyło. Wręcz było do przywidzenia. Może to tylko ze mną jest coś nie tak, a może tego typu akty nie robią już wrażenia jak zamach na WTC. Zagrożenie terroryzmem islamskim stało się  codziennością, które tkwi w poświadomości i z którym mimowolnie, świadomie lub nie, wszyscy się liczymy. To jak z latniem samolotem. Wsiadasz do niego, bo to najszybszy i najwygodniejszy środek transportu, ale wiesz, że jeśli się rozbije, to masz minimalne szanse na przeżycie.

Każdy, kto choć trochę orientuje się w historii wie, że w latach sześćdziesiątych, jako zadośćuczynienie za krzywdy wyrządzone w epoce kolonializmu, państwa Europy Zachodniej zaprosiły do siebie obywateli okupowanych terytoriów. Kraje te różnie sobie poradziły z napływem obcej kulturowo ludności, a chyba najlepiej Niemcy. Problem zaczyna się, kiedy zbliżymy się do krajów francuskojęzycznych. Walonia jest dla mnie flagowym przykładem całkowitego braku asymilacji ludności muzułmańskiej. Stojąc tam na dużym dworcu w środku dnia, bałam się o swoje bezpieczeństwo. O wyjściu do miasta nie było nawet mowy. Od znajomych wiem, że w nocy samotnie idąca kobieta po prostu prosi się o zbiorowy gwałt. Chodzi się tylko grupkami i zawsze z obstawą kolegów. Celowo wspominam tu o Walonii, a nie Belgii jako całości, ponieważ jakkolwiek we Flandrii ciężko jest spotkać autochtona, to jednak jest względnie bezpiecznie.

We Francji zapewne są regiony, gdzie jest podobnie, jak w Walonii. Przynajmniej raz w roku słyszymy o tym, że płoną samochody, że są rozruchy niezadowolonych młodych muzułmanów. Niekontrolowany napływ imigrantów, tylko przyspieszył to, co było nieuniknione. I tu tak naprawdę dotykamy drugiego dna tego problemu. Wpuściliśmy na swoje terytorium ludzi, których nazwisk nawet nie znamy, nie wspominając już o bardziej szczegółowych informacjach. I już dzisiaj wiemy, że jednym z wczorajszych zamachowców był syryjski „imigrant”.

Dlaczego stało się to we Francji? Wyjdzie tu zapewne moja negatywna i niepoprawna politycznie opinia o tym narodzie, ale niech będzie. Moim zdaniem określenie „francuski piesek” nabiera tu nowego wydźwięku. Bo jak zareagowali obywatele tego kraju? Składaniem kwiatów, płaczem i ogólnym lamentem. Rozumiem, szok. Ale jestem więcej niż pewna, że w takiej Wielkiej Brytanii czy w Niemczech czy nawet w Polsce, po takim wydarzeniu, znalazłaby się grupa obywateli, którzy w ramach wyznawanych przez siebie wartości, zdecydowaliby się na odwet na mniejszości narodowej/religijnej. Oczywiście nie popieram tej metody, ponieważ zazwyczaj odbija się ona na niewinnych ludziach, ale ma ona swoją psychologiczną wartość. Otóż stawia jasną granicę „nie pozwolimy na robienie burdelu u siebie w kraju”.

Słyszałam dzisiaj wypowiedź jednego z polskich antyterrorystów. Stwierdził on, że w przypadku takich przestępców, czy też osób, którym udowodniono terroryzm, służby powinny być bardziej dosadne. Natychmiastowa deportacja oraz mniej humanitarne metody przesłuchań. W Polsce od dawna stosuje się takie metody, tylko nikt tego otwarcie nie przyzna. Taka nasza poradziecka spuścizna, że czasami bezwzględność się opłaca, w ramach wyższych idei – bezpieczeństwa państwowego.

Nie tylko Francja, ale cała Europa stoi teraz przed zadaniem skutecznego zminimalizowania zagrożenia terroryzmem na kontynencie. Wymagać to będzie wielu wyrzeczeń oraz zakrojonych na szeroką skalę zadań wykonywanych przez odpowiednie służby. Jednak nie należy zapominać, że sedno problemu znajduje się kilka tysięcy kilometów na południowy wschód od Berlina.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>