W jaskini lwa

Bilecik
Bilecik

Wyjście na mecz mogę zaliczyć do udanych, chociaż liczyłam na więcej sportowych emocji. Warto zwrócić uwagę na sam stadion Sportingu. To, że wygląda z zewnątrz jak ogromna łazienka, to już chyba mówiłam. Ale co ciekawe znajduje się przy stacji metro Campo Grande, czyli duże pole. Także mamy łazienkę na środku wielkiego pola:) Ale nie powiem, projektanci się postarali. W środku także śliczne kafelki z lwem, kolorowe krzesełka na trybunach i w ogóle bardzo ładnie. A co do tytułowego lwa, to jakby ktoś nie wiedział – lew jest w godle Sportingu. Nie powiem też, żebym czuła się komfortowo na stadionie jakby nie było przeciwnika, ale traktuję to jako ciekawostkę przyrodniczą.

zero fotoszopa
zero fotoszopa

Obowiązkowy sklep z gadżetami klubowymi, w którym jest dosłownie wszystko, nawet ubranka dla psa… A żeby syn przypadkiem nie został kibicem Benfici, to już od pierwszych dni życia należy go indoktryno…to znaczy zaznajamiać z jedynymi słusznymi barwami klubowymi. Do wyboru zabawki, beciki, śpioszki i czego dusza zapragnie. Ale najbardziej zwalił mnie z nóg klubowy różowy szalik dla pań….RÓŻOWY… Mimo, że Sporting nie jest miłością mojego życia, to ciężko jest mi się pogodzić z taką profanacją…

Widok z mojego miejsca
Widok z mojego miejsca

Miejscówkę mieliśmy bardzo wysoko i w bardzo dobrym sektorze. Niemal na środku boiska z wysokości ładnych kilku pięter. Ale widok genialny…pod warunkiem, że właśnie nie stanęła jakaś święta krowa szukając swojego sektora. Kurcze jak można zapłacić 20€ za bilet i spóźnić się pół godziny?! Reasumując, na stadionie było około 40 tysięcy ludzi. Super atmosfera.

Liczyłam, że padną jakieś bramki. Usłyszeć ryk tylu gardeł byłoby na pewno niezapomnianym przeżyciem, ale niestety. Jak jeszcze w pierwszej połowie meczu coś się działo (czerwona kartka dla bramkarza Holendrów, za to że podobno staranował któregoś z napastników w polu karnym – nie wiem nie widziałam bo akurat patrzyłam się na zawodnika Sportingu, który zaliczył kopniaka w jajka, czego sędzia nie zauważył). I karny, który został wybroniony przez drugiego bramkarza Twente, nomen omen z 13 na koszulce),

stadion at night
stadion at night

to druga połowa to już dno. Holendrzy byli zdecydowanie lepsi na boisku. Robili z zawodnikami Sportingu co chcieli, ale skuteczność obu drużyn była zerowa. Generalnie Sporting grał głównie w głębokiej defensywie, czasem próbując wyprowadzić jakieś szybkie akcje, kończące się co najwyżej rzutem rożnym. Cóż, nie powiem, gdybym oglądała ten mecz w domu, to na drugiej połowie bez dwóch zdań bym zasnęła, ale na stadionie mimo wszystko czas płynął o wiele szybciej.

Koniec końców wynik 0:0. Liczyłam na więcej. Drugie rozczarowanie wieczoru: brak hymnu Champions League przed spotkaniem. Za to stadion wygląda niesamowicie oświetlony w nocy. Generalnie uważam, że i tak warto było pójść. Chociażby po to, żeby się móc pochwalić, że ja, baba, byłam na meczu Ligi Mistrzów a wy nie:P

Filmiki i więcej zdjęć: mecz
Niestety niewiele, bo zajmują kupę miejsca 😛

4 Komentarze

Skip to comment form

    • Agniecha on 31/07/2009 at 23:31

    Wolę Estadio Santiago Bernabeu. Ale faktycznie…to by był mecz. Kiedyś pojadę. Na pewno. Tymczasem będę się nadal szczycić tym, że byłam na meczu Champions League a wy nie:P

    • jj on 31/07/2009 at 23:04

    Do Hiszpanii na El Clásico. Najlepiej na Camp Nou. Tam by emocji nie zabrakło. Stawka trochę większa niż udział w jakiejś tam lidze mistrzów. I te latające w powietrzu butelki, komórki czy świńskie głowy:)

    • Agniecha on 31/07/2009 at 17:37

    też bym wolała Hiszpanię, ale cóż narazie muszę zadowolić się Sportingiem. Na Real jeszcze przyjdzie czas…

    • Ender on 31/07/2009 at 13:39

    Różowy szalik klubowy – sexi ;D

    Co do spóźnialskich – można przyjechać i na ostatnie 10 minut meczu, jak na przykład po drodze będą zadymy, ustawki, pseudokibole innej drużyny zapragną integracji lub pojawią się kontrole policji, także wiesz… ;P

    Eh, też bym się wybrał na jakiś meczyk tego pokroju z takim stadionem, najchętniej w Hiszpanii ;P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.