Oj, się działo się…

Aż nie wiem od czego zacząć. Sporo się wydarzyło w ciągu ostatnich kilku dni. Nawet nie miałam czasu pisać. Ale wiadomo, weekend na wakacjach i do tego na południu Europy trzeba wykorzystać maksymalnie, co też uczyniłam:)

Palácio Real de Queluz
Palácio Real de Queluz

Czwartek
Miałam małą lukę w pamięci, ale już sobie przypomniałam. Z rana szukałam prezentu dla koleżanki Ani, która robiła urodziny właśnie w weekend. Nie ukrywam, że ku mojej uldze znalazłam TO już w pierwszym sklepie – odkurzacz do okruszków ze stołu w kształcie leżącego słonia. Nie śmiać się. Tutaj mają bzika na punkcie bajerów do kuchni. Po południu jeszcze wizyta w Palácio Real de Queluz. Ładny pałacyk, coś na miarę naszego Wilanowa, ale pusty w środku, więc poza ścianami i nielicznymi meblami nie było co oglądać. Na zewnątrz ogromne ogrody, bardzo ładne. Król miał nawet basen do pływania po nim łodzią. Oczywiście cały w azulejo.

lizbona-026Piątek
Wizyta w oceanarium. Znajduje się oczywiście w dzielnicy Expo. Fajna sprawa. Ale dwa ale: cena zwalająca z nóg. 11€. I ja się pytam za co? Drugie ale, to ta rzeka turystów, którzy zasłaniali wszystko. Generalnie gdybym wiedziała jaka cena, to poważnie bym się zastanowiła nad tym wyjściem. Niby fajna sprawa, ale tak naprawdę wydać tyle pieniędzy, żeby przez godzinę przepychać się, żeby zobaczyć rybki… Całość zrobiona tematycznie, sale z aranżacją i okazami z wszystkich czterech oceanów świata (czwarty to arktyczny, jakby co, chociaż kwestia jego wydzielenia pozostaje problematyczna).lizbona-046

Sobota/Niedziela
Jak przystało na porządnie spędzony weekend – dni się zlały, czytaj 37 godzin na nogach:D Oczywiście tradycyjnie wszystko poszło inaczej niż zaplanowano i dzięki temu miało miejsce klika ciekawych wydarzeń. W sobotę rano wybraliśmy się do Sintry. Jak przystało na zwiedzanie miejsca pełnego zamków, zameczków i innych pałaców pogoda sprzyjała: deszcz lał się z nieba jak rzadko nawet w Polsce. Można powiedzieć, że panowały warunki wręcz tropikalne. Ale i tak było fajnie:) Zwiedzanie zaczęło się od Quinta da Regaleira. Fantastyczny pałacyk z przełomu XIX i XX wieku, w stylu manuelińskim zbudowany przez masona, czyli elementów tejże organizacji nie brakowało: tajemnicze znaki, labirynty, ukryte przejścia. Fantastyczna atmosfera pełna mistycyzmu, który został jeszcze bardziej uwydatniony przez pogodę. Naprawdę genialne miejsce, które koniecznie trzeba zobaczyć, zwłaszcza jeśli jest się fanem Johnnego Deppa, bo także tutaj kręcono sceny do Dziewiątych Wrót! Boskie miejsce, boski Johnny…. Ale wróćmy do rzeczywistości, bo nie mam czasu na odpływanie w marzenia:) Tutaj nasza wycieczka się zaczęła i tutaj się skończyła, bo nasz mały Mario myślał, że rzęsa w sadzawce to trawa i wpadł do wody. I teraz najlepsza część: normalne dziecko to by się rozpłakało na amen, a on tylko odkasłał wodę i zaczął się śmiać (ma 3 lata), a my razem z nim…popłakałam się ze śmiechu. Kochane dziecko:) Po tym wydarzeniu wróciliśmy pojechaliśmy jeszcze zobaczyć Przylądek Roca (dla niewtajemniczonych powiem, że to najdalej wysunięty na zachód punkt kontynentalnej Europy) i do domu, a i w między czasie pogoda się poprawiła. Odpoczęłam trochę w domu i ruszyłam na imprezę.

sn854480Całość miała miejsce gdzieś w Bairro Alto w mieszkaniu kilku Hiszpanów, znajomych Ani. Jako, że ich sąsiedzi są niebezpieczni (na dole mistrz Portugalii w judo, powyżej gość który mieczem robi sobie kanapki) impreza w mieszkaniu mogła trwać do północy. Potem profilaktycznie musieliśmy się wynieść. Ale zanim do tego doszło, spędziłam około godziny w kuchni na krojeniu warzyw i robieniu kanapek. A jak się goście zeszli, to poznałam kolejnych Hiszpanów, był też znany mi już Chińczyk, Peruwiańczycy, gość ze Sri Lanki, potem dotarł Brazylijczyk i tradycyjnie dwie Polki:D Portugalczycy – zero. W sumie 11 osób, z których tylko trzy (ja, Ania i Chińczyk) nie mówiły po hiszpańsku. Tak oto po raz kolejny intensywnie nie ćwiczyłam portugalskiego. Tłumaczono mi różnice między dialektami hiszpańskimi, ale jakoś nie specjalnie je załapałam… Ciekawe dlaczego. Na pewno nie było to skutkiem ilości wypitego alkoholu. Bardzo dobrze, że impreza musiała wyjść z mieszkania, bo koledzy Peruwiańczycy chyba postawili sobie za sprawę honoru, żeby mnie spić.
I tym sposobem dochodzimy do etapu szwendanie się po Bairro Alto, żeby coś potańczyć. Udało się w jednym klubie. Muzyka oczywiście latino, no bo jakżeby inaczej. Tu także miało miejsce pewne wydarzenie, które zaskoczyło mnie bardziej niż bardzo, ale generalnie jestem zadowolona. O co biega, wiedzą nieliczni wtajemniczeni. Potem impreza przeniosła się w jeszcze inne miejsce, czyli do Docas. Nie wiem czy to dzielnica, czy tylko lokalna nazwa doków przerobionych na kluby. W tradycyjnie okrojonym składzie impreza trwała do 6 rano. Czyli generalnie noc wykorzystana w 120%.
Nastał ranek i postanowiliśmy nie marnować czasu na spanie, tylko odespać wszystko na plaży. I tak też zrobiliśmy. Każdy pojechał do siebie się przygotować i już po 11 smażyliśmy się na słoneczku. Pogoda była super, woda cieplejsza niż ostatnio, także i to wyjście się udało. To się nazywają wakacje:) Bardzo późnym popołudniem dotarłam do domu i o 21 już smacznie sobie spałam:)

Podsumowując: genialny weekend z fantastycznymi ludźmi. Urodziny Ani się udały. Chyba nawet sama nie planowała, że impreza przeciągnie się o jakieś 12 godzin:)

4 Komentarze

Skip to comment form

    • Agniecha on 05/08/2009 at 10:15

    Myślę, że będę z tego korzystać nawet po zakończeniu wakacji:D

    • Ender on 05/08/2009 at 00:12

    Sporo się działo, ale o to właśnie chodzi – korzystać z wakacji, póki są. Dobra impra nie jest zła, a odespać zawsze zdążysz ;]

    • Agniecha on 04/08/2009 at 22:42

    Dla mnie wydarzenie to miało kluczowe znaczenie, co nie znaczy, że muszę zaraz wszystkich wtajemniczać. Nie chcesz, nie czytaj, nie komentuj. Jakbyś nie zauważył jestem babą, a takiego podejścia nauczyłam się od mojego nauczyciela – faceta nomen omen:P

    • Łukasz on 04/08/2009 at 09:00

    „Tu także miało miejsce pewne wydarzenie, które zaskoczyło mnie bardziej niż bardzo, ale generalnie jestem zadowolona. O co biega, wiedzą nieliczni wtajemniczeni.”
    Zupełnie nie rozumiem, w jakim celu te dwa zdania napisałaś. Albo opowiadasz o wszystkim, albo nie wspominasz ani słowem o jakimś wydarzeniu. Typowo „babska” cecha – coś się stało, ale nie powiem co. Niech was zżera ciekawość.
    Głupie podejście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.