Rozpoczęcie sezonu „na walizkach”

„Żyj tak, abyś po latach mógł powiedzieć: przynajmniej się nie nudziłem.”
Forrest Gump

Zdarzyło Ci się kiedyś przeżyć w ciągu kilu dni więcej niż w trakcie poprzednich kilku tygodni razem wziętych? Mnie się właśnie taki tydzień przytrafił…wręcz ekstremalny w swym wymiarze, a najciekawsze dopiero przede mną.

Zaczęło się od sobotniej dyskoteki, która nie wiem jakim cudem po miesiącu planowania doszła do skutku. I było fantastycznie. Zebrało się nas cztery osoby i cóż dużo gadać – bawiliśmy się do rana… Tak ogólnie mówiąc…bo generalnie to w trakcie imprezy ekipa się trochę posypała. Chyba zbyt duże tempo narzuciłam, ale do 4 nawet nie wiem kiedy czas mi upłynął:) Dawno tak się nie odchamiłam, aż trochę mi szkoda, że zaraz wyjeżdżam, ale już jestem wstępnie umówiona na kolejną dyskotekę w Lizbonie i po powrocie do Polski.

Po niedzielnym odchorowywaniu imprezy (nie miałam kaca, tylko byłam zmęczona i niewyspana bo przed 7 rano jakiś gołąbek stwierdził, że zacznie dziobać w blaszany parapet…no comment) przyszedł wybitnie ekstremalny poniedziałek. Oczywiście znowu się nie wyspałam, tym razem z winy innego zwierza – pieska mojego kochanego, który o 7 rano stwierdził, że boli go brzuszek i zaczął po mnie skakać, żeby iść z nim na dwór. Wyjścia nie było, i tak miałam godzinę później się zrywać, więc już mi było bez różnicy. A w ciągu dnia bieganie po resztę pieczątek do karty obiegowej i do dziekanatu, szarża po Płazie w poszukiwaniu prezentu dla małego Mario i torebki dla mnie. Masakra. Zastanawiałam się, co trudniej kupić i jednoznacznie nadal nie wiem. Torebkę chyba jednak łatwiej…przynajmniej jak ją zobaczyłam, to wiedziałam, że to ona:) Później poszukiwania chałwy i wreszcie kilka godzin miłej rozmowy na ławeczce na słoneczku:) A potem ploty z Beata w akademiku i już jadę do domu, bo przecież zaraz mamy jechać do pracy do Chełma…

I w tym momencie zaczyna się ekstremalne ekstremum tej opowieści. Andrzej przyjechał po mnie o 22, czyli do Chełma dojechaliśmy po 23 i się zaczęło…szukając bursy, w której mieliśmy zakwaterowanie, okazało się, że Łada zaczęła pokazywać fochy. Pod maską zaczęło bulgotać i buchać para a od spodu coś się leje. Zatrzymaliśmy się więc na podjeździe jakiegoś budynku i kombinujemy co dalej. Jedziemy na stację benzynową po płyn do chłodnicy, i dalej szukamy bursy. Jakieś 1,5 godziny później się odnalazła…to był ten sam budynek co się przy nim zatrzymaliśmy, ale jakiś geniusz wywiesił tabliczkę administracyjną tak, że po ciemku za żadne skarby nie dało się tego zobaczyć. Teraz tylko myć się i spać…taaak przecież nie ma ciepłej wody. Gdzieś w okolicach 1 w nocy można było iść spać. Dzień następny z roboty i tak wypadł, bo przecież samochód ledwo żyje i rano szukaliśmy mechanika. Znaleźliśmy w końcu tą świątynię prawdziwych mężczyzn, ubrudzonych w smarze, w zwisających portkach i rzucających mięchem przy każdej okazji:) Okazało się, że padł jakiś przekaźnik od wentylatora, który tym samym przestał działać i woda w pojemniku tak się zagotowała, że ten pękł. Prowizorycznie pojemnik został sklejony i pojechaliśmy do roboty, bo jedno gospodarstwo musiało być zrobione. A potem kolejny prysznic w lodowatej wodzie, pakowanie i jedziemy polować na jakieś żarcie. Oczywiście po raz kolejny zgubiliśmy się w chełmskim gąszczu niepodpisanych ulic, ale po napełnieniu żołądków ruszyliśmy na Lublin. Łada jakimś cudem się nie rozleciała po drodze, co więcej nawet dojechała do Lubartowa!! Wow. Powinszować.

I tym sposobem pierwsza połowa tygodnia minęła nie wiem kiedy. Do dziś jestem niewyspana i nie wiem kiedy znowu mi się to uda. Chyba dopiero w Lizbonie, jak już opadną emocje, bo te z dnia na dzień będą tylko rosły, co jakoś nie ułatwi zaśnięcia. Generalnie kilka dni pełnyh wrażeń i ważna decyzja…czy słuszna, to się jeszcze okaże…

12 Komentarzy

Skip to comment form

    • Ender on 10/07/2009 at 14:48

    Nadal piszę swój system newsów (już bliżej jak dalej), do tego stawiam jeden sklep internetowy, więc się nie nudzę ;]

    Co do spamu, to poczyniłem już odpowiednie kroki,. Jeśli znowu się pojawi, to się będzie kombinować na inne sposoby.

    • Agniecha on 10/07/2009 at 08:18

    nawet tutaj dopadł mnie spam 🙁

    • Agniecha on 09/07/2009 at 23:28

    znaczy się czego?
    ale rozumiem. sama właśnie wróciłam z imprezy:D Aż żal wyjeżdżać tyle się dzieje:( Odbiję sobie jak wrócę, więc bójcie się ludziska:P

    • Ender on 09/07/2009 at 21:44

    Trzy razy zdanie przerabiałem i dalej coś mi nie pasowało ;P

    Zresztą – o 3 w nocy byłem pod wpływem kodu źródłowego dawkowanego dożylnie od ładnych kilku godzin, więc chyba może mi być wybaczone ;]

    • Agniecha on 09/07/2009 at 18:23

    faktycznie, mało sprecyzowane:P logika by wskazywała na to, że rozmawiające ze mną na mojej stronie zwracając się w drugiej osobie do kogoś, zwracasz się do mnie:P ale w sumie nie będę od programisty wymagała znajomości polskiej składni:P:P

    • Ender on 09/07/2009 at 12:18

    W sumie chodziło mi o Efki reakcję, ale źle to zdanie skomponowałem (3 w nocy)…

    • Agniecha on 09/07/2009 at 08:49

    eh…
    trafiłeś w czuły punkt. aż nie chce mi się tego komentować…
    wredna menda:P

    • Ender on 09/07/2009 at 03:18

    No niestety, się ma narzeczoną, się ma obowiązki (nie mogę się doczekać Twej radosnej reakcji) ;P

    • Agniecha on 08/07/2009 at 23:16

    sama tego terminu nie wybierałam. po prostu stwierdziliśmy, że trzeba się gdzieś wybrać przed moim wyjazdem i się udało. Pecha masz, że musiałeś akurat na ten weekend wyjechać;P

    • Ender on 08/07/2009 at 23:14

    Teraz jest czas na załatwianie spraw, ale spoko, czas na sen i opierdzielanie się też przyjdzie ;]

    Mogłaś wybrać inny termin na dicho, kiedy byłem w Lublinie, aż tak często nie wyjeżdżam ;P

  1. hahha też już doszłam do takiego wniosku. Jakoś nie jest mi ostatnio dane chociaż trochę spokojnie pospać.
    Co do dicho, to jakbyś siedział grzecznie w Lbn to bym Ci powiedziała, a skoro szlajałeś się po jakichś Kielcach to Twoja strata:P:P

    • Ender on 08/07/2009 at 23:08

    Dicho – beze mnie? ;(

    Sen – pff, nie jest niezbędny, wyśpisz się w grobie ;P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.